Wczoraj we Wrocławiu odbył kolejny, bo 5. PKO Nocny Wrocław Półmaraton. Motywem przewodnim wydarzenia był film i muzyka filmowa. Do późnych godzin nocnych nad miastem rozbrzmiewały dźwięki głośnej muzyki. Można na to przymknąć oko, bo takie uroki życia w wielkim mieście – w czasie imprez mieszkańcy centrum i okolicznych osiedli nie pośpią przy otwartych oknach. Tak było, jest i będzie.

Dyskusyjna pozostaje jednak trasa i sama organizacja. Można mieć wątpliwości czy organizatorzy i po raz kolejny dostatecznie zadbali o to by mieszkańcy (oraz goście i turyści) zostali dostatecznie poinformowani o utrudnieniach, które ich czekają. Tym bardziej, że wiele dróg było zamykanych nawet na kilka godzin przed rozpoczęciem imprezy. Bo tu przede wszystkim pojawia się najwięcej zastrzeżeń i nieprzychylnych komentarzy (widocznych szczególnie w mediach społecznościowych). Nie każdy przecież śledzi informacje o maratonach czy internetowe serwisy lokalnych mediów, które uprzedzały o tym gdzie i w jakich godzinach lepiej nie planować przejazdu. A zaskoczeni bywają nie tylko kierowcy, ale również użytkownicy komunikacji miejskiej.

Choć trasa maratonu wydaje się być dostatecznie zabezpieczona, to ze świecą szukać informacji o objazdach. Nie trudno utknąć w korku spowodowanym zamknięciem wielu ulic, nie tylko w ścisłym centrum miasta. Sporna pozostaje też sama trasa. Czy start i meta muszą znajdować się w tym samym miejscu? Zamknięta pętla po której biegną uczestnicy maratonu powoduje, że osoby przebywające w jej obrębie nie mają szansy na wydostanie się z niektórych obszarów, a inni nie zdołają dotrzeć do domu czy na umówione spotkanie, jeśli znajdują się na jej zewnętrznych granicach. Kolejną kwestią jest fakt, że czasowo wyłączone z ruchu zostają tak ważne ulice jak Ślężna czy Powstańców Śląskich – o odcinku obwodnicy śródmiejskiej już nie wspominając.

Promocja aktywności fizycznej jest ważna. Imprezy sportowe też pełnią ważna rolę. Bieganie może być fajną formą aktywnego spędzania wolnego czasu, a półmaraton, który jest formą rozrywki, ale i promocji miasta, na pewno jest świętem sportu. Nie można mieć do nich żadnych zarzutów. Chcę jednak postawić jedno ważne pytanie – czy organizacja imprezy dla 9 tysięcy biegaczy musi każdorazowo wiązać się z utrudnieniami dla pozostałych kilkuset tysięcy mieszkańców dużego miasta? Czy wygoda i zaniechania organizatorów muszą odbywać się kosztem budowania podziałów pomiędzy wielbicielami długodystansowych biegów, a zdenerwowanym wrocławianami, którzy utknęli w korkach czasem na długie godziny, nie ze względu na swoją ignorancję czy złośliwość, ale brak dostatecznej informacji o czekających ich utrudnieniach?

Zwycięzcom, uczestnikom którzy ukończyli oraz którzy próbowali ukończyć trasę gratulujemy. Organizatorom i włodarzom miasta życzymy więcej wyobraźni i przewidywalności, a przede wszystkim znalezienia rozwiązania, które ze święta sportu nie będzie robić zmory dla mieszkańców miasta.

Komentarze

komentarzy