Jeszcze w połowie maja, czyli zaraz po cofnięciu rekomendacji przez Zarząd Regionu Nowoczesnej w nadchodzących wyborach samorządowych we Wrocławiu, Michał Jaros zapewniał, że się nie cofnie, a jego partią jest Wrocław i nadal zamierza walczyć o przezydenturę we Wrocławiu. Co takiego wydarzyło się, że ówczesne zapewnienia, dziś możemy między bajki włożyć?

Michał Jaros w 2016 roku pożegnał się z Platformą Obywatelską i zdecydował się zasilić szeregi, wysoko wówczas notowanej .Nowoczesnej. „To partia nastawiona na rozwiązywanie problemów, a nie ich generowanie” – mówił wówczas polityk zmieniający partyjne barwy. Swoją decyzję motywował również tym, że stracił nadzieję na wspólne, drużynowe, pozytywne działanie w partii Grzegorza Schetyny.

We Wrocławiu spekulowało się wtedy, że jest to ruch pomyślany na wybory samorządowe. Michał Jaros liczył na rekomendację .Nowoczesnej na kandydata na prezydenta Wrocławia, co w PO było nie do pomyślenia. Do połowy maja tego roku wszystko wskazywało na to, że skutecznie osiągnął swój cel, aż władze byłej partii Ryszarda Petru, zdecydował się cofnąć swoją rekomendację. Wszystko na rzecz poparcia, wspólnie z SLD oraz Rafałem Dutkiewiczem, wciąż jeszcze mało znanego w mieście dyrektora spraw społecznych Jacka Sutryka.

Jaros nie krył rozczarowania, jednak zapewniał, że z ubiegania się o urząd prezydenta rezygnować nie zamierza. Otwarcie wyrażał brak zrozumienia dla tej decyzji, ale zdecydowanie wypowiadał się, na temat swojej kandydatury. 15 maja 2018 roku na Twitterze napisał: „Chcę stanowczo zapewnić, że jestem teraz i będę także w październiku kandydatem na Prezydenta Wrocławia. Potrzebujemy zmian – przemyślanych i z pomysłem. Żadne polityczne wydarzenia tego nie zmienią”.

Co zatem się zmieniło w tym czasie, ponad to, że dawny polityczny szef Michała Jarosa, Grzegorz Schetyna najpierw wycofał swoje poparcie dla Kazimierza Michała Ujazdowskiego, by następnie dołączyć do koalicji popierającej kandydata gwarantującego przedłużenie rządów Rafała Dutkiewicza we Wrocławiu?

Polityk Nowoczesnej, z dziesiątek billboardów rozwieszonych w całym mieście, mówił do swoich potencjalnych wyborców, że ma pomysł na zmianę we Wrocławiu. Czy tym pomysłem była jego osobista zmiana zdania na temat kandydatury człowieka mianowanego przez Rafała Dutkiewicza? A skoro przy billboardach już jesteśmy, to kto rozsądny wydaje trudną do oszacowania, ale z pewnością nie małą kwotę na promocję w całym mieście i internecie (a warto też wspomnieć wcześniejsze akcje Jarosa np. kampanię „Zielone Światło dla Wrocławia”) tylko po to by za chwilę zrezygnować ze swoich ambicji? Swoją drogą Wrocławianie chętnie poznaliby źródła finansowania tych kampanii, ale czy były już kandydat na prezydenta ujawniłby takie informacje?

Pytań jest wiele, ale Wrocławianom pozostaje się cieszyć, że Michał Jaros udzielając poparcia dla Jacka Sutryka, swoim pomysłem na „zmianę” we Wrocławiu podzielił się wcześniej niż później. Bo jaka to byłaby „zmiana” nie trzeba chyba nikogo we Wrocławiu przekonywać.

Komentarze

komentarzy